teledyski zaskakują częstokroć nie tylko nowatorską formą, ale również radykalnym przesłaniem. Nierzadko - zbyt radykalnym. Doświadczyła tego ostatnio Madonna, której pacyfistyczny teledysk spotkał się z chłodnym przyjęciem, zwłaszcza ze strony nadawców. Treści prezentowane w teledyskach zbliżają je wielokrotnie do reklam społecznych. Artyści promują nie tylko osobiste dokonania, ale również bliskie im idee. W pewnych sytuacjach przekraczając granice obyczajowe. Niegdyś szokował filmik przedstawiający piosenkę Madonny “Like a Prayer”. Obecnie tolerancja stacji muzycznych jest większa, choć w większości przypadków nagość nadal stanowi tabu. W niektórych krajach śmiałe obyczajowo klipy przedstawiane są po 23. Przedtem - żadnej dosłowności. Jest w tym nieco hipokryzji - teledyski POP wielu gwiazd muzyki tanecznej przepełnione są wulgarnym erotyzmem. Nie ma w nich natomiast nagości i to pozwala wyświetlać je o każdej porze. Teledyski, które z różnych względów nie mogą liczyć na częstą prezentację w telewizji, nie są jednakże skazane na niebyt. Popularność teledysku jako gatunku doprowadziła do rozwoju “wtórnego rynku” wideoklipów. W przeciwieństwie do klasycznych reklam, teledyski POP nie kończą życia w chwili zakończenia promocji albumu. Wiele z nich ma możliwość liczyć na drugie życie na kasetach wideo i płytach DVD. Do ulubionego filmu powracamy rzadko, piosenka ma możliwość towarzyszyć nam przez lata. A coraz najczęściej piosenka to nie tylko muzyka - to również obraz.
Oglądam teledysk DJ Shadowa. Autorem filmowej ilustracji do piosenki jest Wong Kar-Wai, znany też w Polsce reżyser filmowy. Ilustracje wydają się kontynuacją tych, które znamy z “Upadłych aniołów”: kolejna historia miłosna w industrialnej scenerii, kolory z ulicznych neonów, ta sama atmosfera, ten sam wizualny styl. Czy “Six Days” to dzieło “dużo gorsze” od pozostałych utworów hongkońskiego artysty? A może tylko krótsze? Teledysk jest reklamą. Bywa jednakże też sztuką. Przez chwilę. Tak długo, jak trwa piosenka, którą sprzedaje.